Rozdział 12.
-Jak to szybciej?
-Tata dostał wiadomość z Dublina i ..- przerwała.
-Czekaj ! Z Dublina ? Jak to ?
- No tam mamy już wynajęte mieszkanie, nie wiedziałaś ?
-Nie , nie wiedziałam też, że mamy się przeprowadzić do Irlandii
!- oznajmiłam zszokowana.
-To tata ci nic nie powiedział ?- mama zamyśliła się ciągle
patrząc na mnie.
-Powiedział tylko, że nie zagościmy w Londynie tylko gdzieś
dalej, ale nie widziałam, że aż tak daleko! –prawie krzyknęłam. Mama nie
wiedziała co odpowiedzieć. Jak zawsze dowiaduje się wszystkiego na końcu. Podenerwowana
wyszłam z pokoju i postanowiłam znaleźć tatę. Mam nadzieje, że ma na to
wyjaśnienie bo tak nie może być.
-Tato ! – zapukałam z grzeczności, ale nadal w złym
nastroju. Mama chodziła za mną jak cień.
-Wejdź. – oznajmił miłym głosem. Tak też zrobiłam.
-Okłamałeś mnie. – powiedziałam a wręcz stwierdziłam sucho.
-Kochanie o co ci chodzi ?
-Nie ręczyłeś mi powiedzieć, że jedziemy do Irlandii. – próbowałam
sama się uspokoić, ale nie umiałam.
-Nie okłamałem cię..
-Ale nie powiedziałeś też prawdy.- zrezygnowana już tą całą
sytuacją wyszłam nie czekając na jego kolejny ruch. Byłam pełnoletnia, ale co z
tego ? Nie mogłam się na razie sama utrzymywać. Nie miałam pracy ani żadnych
oszczędności. Byłam pod władzą rodziców. Byłam w kropce.
Skierowałam się do swojego pokoju a raczej cichego zakątka
jak zwykle to nazywałam. Myślałam, myślałam, myślałam i próbowałam na to wszystko znaleźć złoty
środek. Patrząc wstecz to wszystko się zaczęło od spotkania z Niallem. W tej
ciemnej uliczce. Kłamstwa, tajemnice. Kłótnia z Emmą i rodzicami. Jakby jakaś
klątwa mnie dopadła.
Nie będę siedzieć bezczynnie. Muszę coś z tym zrobić. Szybkim
ruchem włączyłam laptop i weszłam na stronę swojego miasta. Szukałam ofert
pracy. Weszłam w jedną z zakładek z tym tematem. Piekarnia- nie, mąka i ja to
niedobre połączenie – stwierdziłam wspominając chwile z dzieciństwa. Kawiarnia –
o nie. Mechanik – trzy razy nie. Została tylko budka z lodami i mały sklep z
instrumentami. Kochałam lody aczkolwiek bardziej pod pasowała mi 2 propozycja.
Weszłam na owy sklep, który nazywał się „ SoundControl”. Pewnie się dziwisz
czemu szukam pracy jak zaraz mam się i tak wyprowadzić. Po pierwsze chcę zrobić
na złość tacie, dać mu nauczkę . A po drugie chcę zarobić by w końcu ‘wyrwać’
się od nich i zacząć żyć samodzielnie. Spisałam szybko adres i wyłączyłam
urządzenie. Doprowadziłam włosy do porządku i zeszłam na dół. W korytarzu
minęłam mamę, która o dziwno nie zapytała gdzie się wybieram. Założyłam buty i
nałożyłam płaszcz. Błagałam by tylko się nie rozpadało.
Już miałam wychodzić.
-Amy.. – słyszałam w oddali. Na 100 % był to mój tata.
Ja tylko odpowiedziałam głośnym zamknięciem drzwi.
Było to chamskie z mojej strony, ale nie zastanawiałam się
nad tym. Moim celem teraz było dostanie pracy w sklepie muzycznym. Znajdował
się tylko 7 minut drogi od domu. Na zewnątrz wyglądał całkiem przyzwoicie oraz
był zadbany co wywołało u mnie dobre wrażenie. Weszłam przez duże szklane drzwi
do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to gitary, pełno gitar różnych rodzajów.
Kiedy byłam młodsza tata uczył mnie grać. To były chyba najlepsze chwile
spędzone z nim. Przestałam to kontynuować, bo miałam dużo nauki. Ale nadal
wszystko pamiętam. W środku znajdowała się masa ludzi, ledwo co można było
normalnie poruszać się po pomieszczeniu. Szłam a raczej przeciskałam się między
nimi.
-Ałć – krzyknęłam. Komuś upadły instrumenty, a jeden z nich
upadł prosto na moją stopę.
To się nazywa szczęście. Popatrzałam się za siebie by
zobaczyć sprawcę.
-Ty ? – zdziwiłam się.
-Amy? – chłopak wyłonił głowę zza gitary.
-Niall , co ty tu robisz?
-Też bym mógł o to zapytać.
Sklep w owym Fanfiction istnieje naprawdę ;)
Podoba się - "Tweet" .
65+ kom = next ;)
+ Hazz czuwa nad blogiem ^^


